Book: Achilles



Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Achilles

Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska.

W tej strasznej samotności mojej,

gdy przy mej duszy nikt nie stoi,

kiedy ostatnie ręką żywą

młodości zerwał czas ogniwo:

czyż dziw, że dusza moja marzy,

młodości chwile marzy mocne,

nadzieje swoje bezowocne,

i śni, czego jej los nie zdarzy…

Lecz w samotności posąg stawa[1]

przed moim wzrokiem, pełnym mgławic:

olbrzymia dumna męża zjawa

odeszła skądś od greckich nawic[2]

to Myrmidonów[3] król straszliwy,

z hełmu wiejący pąsem grzywy,

ale umarły jest — czy żywy.

Achilles — bóstwo lat szesnastu,

gość dawno, dawno niewidziany —

jakiemuż znowu grozi miastu

i jakież wrogów gna tumany?

Po co przychodzi w pustkę moją

i złotą grzmi nade mną zbroją?

Oh! jak daleka moja dola

od trojańskiego jego pola!…

Ah, wiem! Rozumiem! Nie spełniłem!

Nie dokonałem nic i żyłem!

Pełzałem w niskim życia lesie,

brodziłem w bagnach dni powszednich,

łykałem kurz, co życie niesie,

słuchałem bicia godzin średnich,

dałem się topić nędzy życia

i wszystkim jego podłym wstrętom;

wdychałem zbójczy odór gnicia,

deptać się dałem podłym piętom,

za nędzne prawo do żywota

z pogardą dany kubek błota

piłem — — pełzałem w nędzy lesie,

ażeś ty przyszedł, Achillesie!

I upominasz się o swoje!

Za późno! Patrz — już stary stoję!

Żyję — nie lękam się Parysa[4],

choć niemaczany-m w Styksie cały[5], —

a ta przez duszę moją krysa[6],

to znak, żem miał ją…

Jak wspaniały,

jak wielki, dumny, jaki mężny

ogromny mąż nade mną stoi —

blask z jego złotej bije zbroi,

wsparł się o jawór[7] swój potężny —

on upomina się o swoje —

bierz! wszakżem tu! przed tobą stoję!…

Weź! Patrz! Ten szmat dziurawy cały,

jakiegoś kształtu te kawały,

z których nie złożysz nic; te zwoje

skręcone, zmięte, sczezłe[8], szare,

z których się formy nie domyślisz;

te ognie, zamienione w parę —

to my. To życie nasze, moje!

I cóż, posągu, nad czym myślisz?

Czegóż tu jeszcze stoisz, czekasz?

Czemuż z odejściem swoim zwlekasz?

Lekarzem jesteś?… O, zaiste!

Straszną byś musiał leczyć ranę!

Odejdź — ja dalej sam zostanę,

i moje sny posępne, mgliste

dalej się będą snuć przede mną,

jak mgieł w wąwozie korowody —

ty, królu Greków, zmarłeś młody

i tylko śmierć widziałeś ciemną.

stawa — dziś popr.: staje.

nawic — popr.: naw; nawa: okręt, statek; przeznaczona dla wiernych część kościoła.

Myrmidonowie — wojownicze, bezlitosne plemię greckie, poddani Achillesa.

Parys — zabójca Achillesa.

choć niemaczany-m w Styksie cały (mit. gr.) — Styks: rzeka w Hadesie, krainie umarłych. Matka Achillesa, gdy ten był dzieckiem, wykąpała go w Styksie, żeby nabrał odporności na rany. Podczas tej kąpieli trzymała go za piętę, która pozostała jedynym podatnym na zranienie miejscem na ciele bohatera.

krysa, kresa (daw.) — szrama, blizna.

jawór — dziś popr.: jawor.

sczezły — zmarniały; zniszczony.




home | my bookshelf | | Achilles |     цвет текста   цвет фона   размер шрифта   сохранить книгу

Текст книги загружен, загружаются изображения



Оцените эту книгу